73-letni Franciszek N. był przypadkową ofiarą Kamila K. Do dramatycznej sytuacji doszło 29 czerwca 2025 roku wcześnie rano na targowisku w Rawie Mazowieckiej. Oskarżony pił tam ze znajomymi alkohol. W pewnej chwili zaczął kłócić się z jednym z nich. Kiedy kolega zaczął uciekać, Kamil K. ruszył za nim w pościg.
73-latek zwrócił oskarżonemu uwagę
Świadkiem sprzeczki był 73-latek, który zwrócił Kamilowi K. uwagę, żeby nie atakował kolegi. Wtedy młody mężczyzna całą swoją agresję przekierował na seniora: najpierw kopnął go w klatkę piersiową, a gdy starszy pan się przewrócił, dalej kopał go w plecy i tył głowy. Następnie Kamil K. uciekł, ale jeszcze tego samego dnia został zatrzymany przez policjantów. Choć Franciszek N. szybko trafił do szpitala, po kilku dniach zmarł.Początkowo Kamilowi K. prokuratura postawiła zarzut usiłowania zabójstwa, jednak po śmierci 73-latka prok. Kamil Bednarek wniósł o zmianę kwalifikacji czynu.
Oskarżony przyznał się do winy. Grozi mu dożywotnie więzienie.
- Nie wiem, co mam powiedzieć. Żałuję tego, co się stało. Nie szedłem do tego pana z zamiarem zabicia go. Przepraszam jego rodzinę
- mówił podczas pierwszej rozprawy Kamil K.
"Wujek nigdy na nic się nie skarżył"
Siostrzeniec Franciszka N. chciał być oskarżycielem posiłkowym podczas procesu. Sędzia Izabela Kowalska nie zgodziła się jednak na to z uwagi na zbyt daleki stopień pokrewieństwa między nim a ofiarą. Mężczyzna zeznawał więc jako świadek.
- Wujek był samodzielny, nigdy na nic się nie skarżył. Byliśmy w bliskim kontakcie, często go odwiedzałem. Zdarzało się, że pomagałem mu w pisaniu i czytaniu, bo w dzieciństwie przeszedł poważną chorobę, która pozostawiła po sobie ślad w postaci niedowładu jednej strony jego ciała.
Na środowej rozprawie pojawiła się też Aleksandra K. Kobieta była w grupie znajomych, z którymi oskarżony feralnego dnia pił alkohol.
- Nie wiem, dlaczego on zaatakował tego pana. Nie znam Kamila, tamtego dnia widziałam go pierwszy raz. Gdy tylko zaczął kopać seniora, podbiegłam i powiedziałam, że dzwonię na policję. Wtedy Kamil uciekł. Starszy pan był przytomny, ale nie kontaktował. Szybko wezwałam pogotowie
- mówiła.
Komentarze (0)