Po zmroku robi się tam ciemno, pusto i po prostu strasznie. Tędy codziennie przechodzą tysiące studentów, pacjentów i pracowników największego szpitala w Łodzi. Dziś studentki Uniwersytetu Medycznego mówią wprost: boją się wracać z zajęć prowadonych w CKD.
Sprawa zrobiła się na tyle poważna, że Samorząd Studentów UMED wysłał oficjalne pismo do rektora uczelni. Ale na tym się nie skończyło. Radny miejski Marcin Hencz razem z radną i studentką UMED Mają Włodarczyk zorganizowali konferencję prasową dokładnie w miejscu, którego dotyczy problem - przy przejściu od przystanku Pomorska - CKD Szpital do Centrum Kliniczno-Dydaktycznego.
„Dziewczyny piszą, żeby nie wracać samotnie”
Studenci alarmują, że okolice wiaduktu i terenów zielonych przy CKD od dawna budzą strach, szczególnie wieczorami. Miejsce jest słabo oświetlone, praktycznie bez monitoringu, a po zmroku robi się tam niemal pusto.
W piśmie do rektora studenci opisują „nieprzyzwoite i potencjalnie niebezpieczne sytuacje”. Chodzi m.in. o mężczyzn obserwujących młode kobiety, wykonujących obsceniczne gesty, a nawet zachowujących się jak ekshibicjoniści. Pojawiały się też informacje o podejrzanych osobach siedzących w samochodach zaparkowanych przy przejściu.
Podczas konferencji studentka pierwszego roku lekarskiego Agata Miller mówiła o tym jeszcze dosadniej.
- Wielokrotnie zdarzały się sytuacje, gdy od innych studentek dostawaliśmy informację o tym, że spotykały tutaj mężczyznę, który w sposób obsceniczny przyglądał się studentkom i jednocześnie się przy tym onanizował
- mówiła.
Jak przyznała, ostrzeżenia regularnie pojawiają się na grupach studentów.
- Żeby po prostu uważać, żeby lepiej wychodzić w grupach
- dodawała.
Problem nie dotyczy tylko studentek
Radna Maja Włodarczyk mówiła, że zgłoszenia od kobiet spływają od miesięcy. Chodzi nie tylko o studentki, ale też pracownice i pacjentki szpitala.
- Docierają do nas głosy, że krążą tutaj mężczyźni lub jeden mężczyzna, który chowa się gdzieś tam w pobliskich zaroślach, który straszy kobiety i sprawia, że to miejsce stało się wyjątkowo niebezpieczne
- mówiła podczas konferencji.
I podkreślała, że problem dotyczy miejsca, przez które codziennie przewijają się tłumy ludzi.
- To są naprawdę tysiące osób. Nie mówimy tylko o studentach. To jest największy szpital w Łodzi. Są tutaj pacjenci, pracownicy, mieszkańcy
- mówiła.
Przewodniczący samorządu studentów Jakub Robak przyznał, że zgłoszeń jest coraz więcej, a problem może być dużo starszy.
- Coraz częściej wpływają do nas zgłoszenia, ale pojawiają się też sygnały, że ta sytuacja może mieć nawet charakter wieloletni
- dodał.
Studenci chcą dodatkowego oświetlenia, monitoringu i większej liczby patroli policji oraz straży miejskiej.
Pismo trafiło do policji. UMED już reaguje
Kopie pisma studentów trafiły nie tylko do rektora. Zostały wysłane także do prezydent Łodzi, policji, straży miejskiej, MPK i Zarządu Dróg i Transportu.
- Napisałam też interpelację do pani prezydent, w której pytam o to, jak możemy poprawić bezpieczeństwo tego miejsca. Oczywiście nie tylko doraźnie, ale kompleksowo. Pytam o oświetlenie, pytam o dodatkowy monitoring w tych miejscach, pytam o dodatkowe patrole Straży Miejskiej
- powiedziała Maj.a Włodarczyk
Do sprawy odniósł się już Uniwersytet Medyczny.
- Do uczelni wpłynęło pismo Samorządu Studentów dotyczące bezpieczeństwa w rejonie Centrum Kliniczno-Dydaktycznego. Porusza ono poważne kwestie
- przekazał UMED.
Uczelnia poinformowała, że sprawa została przekazana Komendantowi Miejskiemu Policji w Łodzi. Zapowiedziano też porządkowanie i karczowanie terenów zielonych oraz rozwój monitoringu wokół CKD.
Pierwsze działania już ruszyły. Jak mówiła Maja Włodarczyk, po interwencji w okolicy pojawiły się całodobowe patrole Straży Miejskiej. Studenci podkreślają jednak, że to dopiero początek i że „ścieżka zdrowia UMED” nadal budzi strach po zmroku.
Komentarze (0)