Trasę marszu przecięła grupa kontrmanifestantów
Chodzi o zorganizowany w lipcu 2025 roku przez łódzkie środowiska kibicowskie antyimigrancki marsz, który przeszedł Piotrkowską od Pl. Wolności pod Urząd Miasta Łodzi. Jego uczestnicy nieśli polskie flagi i nawoływali do pilniejszego strzeżenia polskich granic. W pewnej chwili trasę marszu przecięła niewielka grupa kontrmanifestantów, wśród których był pan Bartek, jednak szybko została spacyfikowana przez policjantów.
- Zostałem oskarżony o blokowanie legalnego marszu oraz niestosowanie się do poleceń funkcjonariusza. Zaoczny wyrok zapadł skazujący, natomiast ja się od tego wyroku odwołałem i dzisiaj na rozprawie chcę przedstawić, jak widzę tę całą sprawę
- mówi pan Bartek.
I dodaje:
- Uważam, że po pierwsze, nie można mówić o tym, że blokowałem legalny marsz, bo ten marsz przestał być legalny w momencie, kiedy odpalono tam pirotechnikę. Druga sprawa jest taka, że tam się pojawiły symbole i hasła, które nawiązują do pewnych organizacji totalitarnych czy stricte faszystowskich. Dodatkowo ten marsz był przez same służby rozpatrywany jako niebezpieczny, ponieważ wcześniej ostrzegały sprzedawców, właścicieli, że następnego dnia o tej godzinie może się zrobić niewesoło.
"Powinniśmy tam stanąć w takiej liczbie, żeby ci ludzie nie przeszli"
Oskarżony podkreśla, że przed sądem nie chce się bronić, lecz powiedzieć, jak sprawa wygląda z jego punktu widzenia.
- Ja wiem, co zrobiłem, zrobiłem dobrze i uważam, że powinniśmy tam stanąć w takiej liczbie, żeby ci ludzie po prostu nie przeszli, bo to byli w większości rasiści, faszyści, ksenofobowie, bo tam się pojawiały hasła w całym przekroju tego, jak kogoś można nienawidzieć, jak można rozwiązywać problemy, bo albo trzeba być bardzo naiwnym, albo bardzo cynicznym mówiąc, że to był marsz rodzin z dziećmi. Czy tam były dzieci? Tak, zabrano tam dzieci. Natomiast czy ten marsz był marszem, który miał promować wartości? Nie, ten marsz miał być po prostu wyrazem frustracji i wyładowaniem tej frustracji na kimś, kto jest łatwym celem.
Razem z panem Bartkiem oskarżone zostały jeszcze cztery osoby. Poza nim wszystkie zdecydowały się na zapłacenie wystawionych w ramach kary 600-złotowych mandatów.
"Nie zamyka ludzi, którzy nawołują do ludobójstw, do przemocy"
Wśród wspierających pana Bartka pod sądem osób byli przedstawiciele ruchu Food Not Bombs Łódź. Jednym z filarów jego działalności jest przygotowywanie posiłków dla bezdomnych i potrzebujących.
- Sprzeciwiamy się faszyzmowi, bo aparat państwa ściga antyfaszystów zamiast faszystów. Nie zamyka ludzi, którzy nawołują do ludobójstw, którzy nawołują do przemocy, do ataków na migrantów, do siania islamofobii, arabofobii. Te osoby nie są ścigane przez aparat państwa. Przez aparat państwa są ścigane te osoby, które mają czelność powiedzieć, że to jest faszyzm, bo ksenofobia i rasizm są po prostu nieodłącznymi częściami faszyzmu. Mają czelność powiedzieć, że pieniądze publiczne są wydawane nie tam, gdzie trzeba i że kwestia walki z rasizmem jest częścią ogólnoświatowej walki z imperializmem, z niesprawiedliwością, z hierarchią
- mówili pikietujący.
Komentarze (0)