- W poszukiwaniu wiosny. Miały być czarki, a znalazłam gluta wiedźmy
- pisze rozbawiona miłośniczka leśnych wypraw na facebookowej grupie Grzyby, Grzybiarze - województwo łódzkie.
I trudno o lepsze podsumowanie tego, co znalazła w jednym z lasów pod Łodzią. Na zdjęciu pokazuje żółty, galaretowaty twór przyklejony do martwego drewna. Wygląda jak rozlany kisiel albo fragment czegoś zupełnie nie z tej bajki. A jednak to grzyb. I, co najbardziej zaskakujące, jadalny.
Jeszcze kilka dni temu leżał śnieg. Wystarczyła jednak pierwsza odwilż i deszcz, by do akcji ruszyli najbardziej zapaleni grzybiarze. Już w ubiegłym tygodniu pisaliśmy o Arkadiuszu Mączkce, który pochwalił się pierwszymi w tym roku znaleziskami z okolic Aleksandrowa Łódzkiego. Na zdjęciach pokazał prawdziwe wiosenne klasyki - czarkę austriacką. Dla wielu pierwszy znak, że wiosna jest o krok.
Jej owocniki wyglądają jak małe, intensywnie czerwone miseczki. Mają od jednego do nawet ośmiu centymetrów średnicy. Wnętrze jest krwistoczerwone i błyszczące. Z zewnątrz jaśniejsze, lekko filcowate. Potrafią wyrastać spod śniegu już w lutym i marcu. Czarki są jadalne. Można je jeść nawet na surowo. W smaku przypominają rzodkiewkę
Ale to, co spotkało jedną z grzybiarek, przebiło nawet czerwone miseczki.
„Glut wiedźmy”. Brzmi jak żart? A to przysmak
Galaretowata masa na martwym drewnie. Wygląda jak slime albo fragment mózgu. I jest… jadalna.
Mowa o trzęsaku pomarańczowożółtym, znanym potocznie jako „glut wiedźmy” (ang. witch’s butter). Ten grzyb pojawia się przez cały rok, szczególnie zimą i podczas wilgotnych, deszczowych dni. Rośnie na martwych gałęziach drzew liściastych (często na dębach) i pasożytuje na innych grzybach rozkładających drewno.
Gdy jest mokry, ma jaskrawożółty lub pomarańczowy kolor i galaretowatą, pofałdowaną strukturę. Jest śliski, lekko gumowaty, sprężysty. Kiedy wyschnie, kurczy się, ciemnieje i zamienia w twardą, niepozorną skorupę. Wystarczy jednak kolejny deszcz, by znów „ożył” i odzyskał intensywną barwę. Choć wygląda odstraszająco, jest jadalny. Smak ma delikatny, raczej neutralny. Bywa nazywany „naturalnym żelkiem”. W kuchni azjatyckiej wykorzystuje się go do zup. Zwykle jest gotowany lub parowany. Niektórzy robią sobie też z niego maseczkę albo zageszczają sosy.
Skąd ta nazwa?
„Glut wiedźmy” brzmi jak element ludowego horroru. I trochę nim jest.
W europejskich wierzeniach uważano, że te dziwne, nagle pojawiające się galaretowate narośla to efekt czarów. Mówiono, że rosną na drzwiach domów, na które rzucono urok. Aby go zdjąć, należało przebić „gluta” szpilką i spuścić z niego płyn.
Problem w tym, że po kolejnym deszczu grzyb znów pęczniał i wracał do życia. Dla dawnych mieszkańców wsi to musiało wyglądać jak dowód na działanie sił nieczystych.
Dziś wiemy, że to po prostu niezwykły przedstawiciel tzw. grzybów galaretowatych, który pomaga rozkładać martwe drewno i użyźniać glebę.
Komentarze (0)