Chodzi o zbrodnię, do której doszło w nocy z 19 na 20 marca 2024 roku na przystanku tramwajowym przy ul. Pomorskiej w Łodzi. Kilka minut po północy oskarżony miał podejść do siedzącego na ławce mężczyzny, uderzyć go w głowę, zdjąć mu czapkę, rzucić ją na ziemię i na chwilę się oddalić.
Kilkadziesiąt razy przyłożył do śpiącego płonącą zapalniczkę
W ciągu kolejnych ponad 20 minut sprawca kilkukrotnie odchodził i powracał do pokrzywdzonego, szturchając go i popychając. Blisko 30-krotnie używał posiadanych zapalniczek po to, żeby skutecznie go podpalić - początkowo tułów, a następnie włosy.
Zapisy monitoringu wskazują, że podpalony mężczyzna próbował reagować. Gdy zaczęło się palić całe jego ciało, napastnik w dalszym ciągu z bliskiej odległości to obserwował. Nie zrobił nic, co mogłoby uratować życie płonącemu. Przyglądał się także przebiegowi akcji gaśniczej prowadzonej przez straż pożarną, po czym spokojnie odjechał nocnym autobusem.
Na miejscu zbrodni znaleziono niedopałek z DNA oskarżonego
Sylwester M. nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Kiedy przewodnicząca składu orzekającego Agnieszka Szeliga zapytała, czy zrozumiał treść wyroku, przyznał, że tak, ale będzie składał apelację.
- Wina oskarżonego wynika z nagrań monitoringu, który utrwalił, że wielokrotnie przykładał on źródło ognia do poszkodowanego, czym doprowadził do powstania u niego poważnych oparzeń, a następnie do śmierci. Na nagraniach widać też, że oskarżony przyglądał się, jak pokrzywdzony płonie, ale nie pomógł mu. Później oddalił się i obserwował akcję ratunkową, po czym odjechał. Zabezpieczono przy nim sprawne zapalniczki, a na miejscu zbrodni niedopałek papierosa z jego DNA. To, że na nagraniach jest oskarżony potwierdzono, porównując je z nagraniami z pojazdów MPK, którymi jechał, rozpoznał go też jeden ze świadków
- mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia Agnieszka Szeliga.
"Kara dożywotniego więzienia byłaby zbyt surowa"
I dodała:
- Zabicie człowieka przez podpalenie jest zabójstwem kwalifikowanym ze szczególnym okrucieństwem. Choć prokuratura wnioskowała o dożywotnie więzienie, sąd uznał, że będzie to kara zbyt surowa. Okolicznością łagodzącą była niekaralność oskarżonego i treść opinii biegłych psychiatrów i psychologów. Orzeczona kara jest zdaniem sądu adekwatna do czynu.
Dodatkowo Sylwester M. ma zapłacić 50 tys. zł zadośćuczynienia matce ofiary.
Komentarze (0)