Początkowo nie było jasne, co się stało
73-latka zatrzymała się w hostelu na kilka dni, ponieważ była w trakcie przeprowadzki. 23 marca 2025 roku wnuczka seniorki bezskutecznie próbowała dodzwonić się do babci. Telefon milczał. Zaniepokojona poprosiła obsługę hostelu, żeby ktoś sprawdził pokój. Około godz. 14 sprzątaczka dostała polecenie wejścia do środka. Chwilę później było już jasne, że doszło do tragedii. 73-latka nie żyła. Na miejsce wezwano policję i prokuratora.
Początkowo nie było jasne, co się stało. Dopiero sekcja zwłok rozwiała wszelkie wątpliwości. Biegli ustalili, że kobieta została uduszona. Doszło do gwałtownego ucisku szyi, najprawdopodobniej ludzką ręką lub inną częścią ciała.
Funkcjonariusze rozpoczęli przesłuchania. Jedna z pracownic zrzekała się, że hostel nie jest objęty monitoringiem. Policjanci szybko ustalili, że to nieprawda. Okazało się, że na korytarzu była jednak kamera. W dodatku była skierowana dokładnie na drzwi pokoju 73-latki. To, co zarejestrowała, stało się kluczowym dowodem.
70-latka twierdziła, że widzi ciało pierwszy raz
Nagrania pokazują 70-letnią pracownicę hostelu. Przez kilka dni wielokrotnie pojawia się pod tym samym pokojem. Wchodzi. Wychodzi. Zatrzymuje się. Podsłuchuje, przykładając ucho do drzwi. Za każdym razem wnosi do środka szklanki z nieustaloną substancją. Według śledczych była jedyną osobą, która regularnie wchodziła do pokoju seniorki w tym czasie.
Najbardziej wstrząsające są nagrania z dnia, w którym odnaleziono zwłoki. Kamera pokazuje, że przed godz. 14 sprzątaczka dwukrotnie była w pokoju. Problem w tym, że - według lekarzy - 73-latka nie żyła już od około dwóch dni. Mimo to kobieta twierdziła później, że widzi ciało po raz pierwszy.
Śledczy sprawdzili, czy kobieta nie próbowała wcześniej otruć seniorki. Badano jedzenie znalezione w pokoju. Trucizny nie wykryto.
Komentarze (0)