reklama

Śladami zbrodni sprzed 87 lat. Szukają miejsca egzekucji. "Miałem gęsią skórkę"

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Śladami zbrodni sprzed 87 lat. Szukają miejsca egzekucji. "Miałem gęsią skórkę" - Zdjęcie główne
Autor: arch. Łukasz Łukasik | Opis: Zbrodnia, o której przez lata milczano. Poszukiwania miejsca egzekucji w Głownie

reklama
Udostępnij na:
Facebook
ŁódzkieW Głownie trwają poszukiwania miejsca egzekucji 11 mieszkańców Ziewanic, zamordowanych 12 września 1939 roku. Historia, która przez dziesięciolecia pozostawała niemal zapomniana, dziś jest odkrywana na nowo.
reklama

Ślady egzekucji po 87 latach. Łuski, naboje i historia, której nie pozwala zapomnieć

Jedno zdjęcie odnalezione za Atlantykiem uruchomiło lawinę wydarzeń. Dziś, po 87 latach od egzekucji 11 mieszkańców Ziewanic, w Głownie trwają poszukiwania miejsca, w którym zostali zamordowani. Są już pierwsze materialne ślady - łuski i naboje. Nie ma jeszcze pewności, czy dokładnie w tym miejscu znajdowała się mogiła. Są jednak nowe poszlaki i plan kolejnych prac. Wszystko po to, by zbrodnia z 12 września 1939 roku przestała być tylko rodzinną opowieścią, a stała się częścią wspólnej pamięci.

reklama

"Miałem gęsią skórkę"

Poszukiwania prowadzone są w rejonie nasypu kolejowego, na terenie udostępnionym przez PKP S.A. Wcześniej zebrano wierzchnią, około 10-15-centymetrową warstwę gruntu. Dopiero później na teren mogli wejść poszukiwacze ze Stowarzyszenia KPE Eksplorer z Piotrkowa Trybunalskiego. Był również Łukasz Łukasik, strażak Państwowej Straży Pożarnej ze Zgierza, mieszkaniec gminy Głowno. We wspomnianej egzekucji życie stracił jego pradziadek i prapradziadek. 

To właśnie podczas tych prac znaleziono kilka nabojów i łusek  od karabinu Mauser.

Miałem gęsią skórkę, gdy podnosiłem te kule i łuski. Może nie znajdujemy tego co do metra, ale generalnie w tym miejscu ginęli ludzie

reklama

 - opowiada nam Łukasz Łukasik, potomek ofiar i inicjator poszukiwań.

(arch. Ł. Łukasik)

Czy są to pozostałości po egzekucji z 12 września 1939 roku? Tego na tym etapie nie można jeszcze stwierdzić ze stuprocentową pewnością. Znaleziska są jednak ważną poszlaką.

Co ciekawe, brak dużej liczby łusek w jednym miejscu również nie musi oznaczać, że poszukiwania prowadzone są w złym miejscu.

Jedna z hipotez zakłada, że niemieccy żołnierze po oddaniu strzałów zabierali swoje łuski i wrzucali je do mogiły. Inna mówi o tym, że zabierali je ze sobą, a następnie wyrzucali w pewnej odległości od miejsca egzekucji.

Teoretycznie one mogą być w promieniu 50 metrów od miejsca egzekucji. Mogą to być łuski z tego rozstrzelania, ale stuprocentowej pewności nigdy nie ma 

reklama

 - tłumaczy Łukasik.

(arch. Łukasz Łukasik)

Poszukują mogiły, której może już nie być

Paradoksalnie największym problemem jest dziś odpowiedź na pytanie: czego właściwie szukać? Teren przez lata zmieniał się. Znajdowały się tam domki letniskowe. Dziś można tam znaleźć stare ogrodzenia, druty i ogromna ilość metalowych przedmiotów. Każdy z nich może wywołać sygnał wykrywacza. Dlatego wcześniej konieczne było usunięcie wierzchniej warstwy ziemi.

reklama

Jest jeszcze jeden problem. Miejsce  było w przeszłości przekopywane. Rodziny ofiar ok. miesiac po egzekucji wykopały ciała swoich bliskich, żeby przenieść je na cmentarz w Waliszewie. Dziś może nie być w niej żadnych śladów.

Szukamy tak naprawdę, nie do końca wiemy czego. Jeżeli ten dół został później przekopany, to czego mamy szukać? Innego rodzaju ziemi? Tam może nie być żadnego śladu 

 - przyznaje Łukasik.

Wszystko zaczęło się od zdjęcia

Jeszcze kilka lat temu Łukasik nie przypuszczał, że historia jego rodziny doprowadzi go do archiwów, prokuratury, Instytutu Pamięci Narodowej, poszukiwaczy i potomków innych ofiar.

Punktem zwrotnym było odnalezienie za Atlantykiem fotografii dokumentującej niemiecką egzekucję.

- Jak je zobaczyłem wtedy w lutym, to pierwsze, co pomyślałem, to: muszę je mieć. Muszę je sprowadzić do Polski  - wspomina. Nie wiedział jeszcze, że fotografia stanie się początkiem wielomiesięcznych poszukiwań.

Z czasem zaczęli pojawiać się kolejni ludzie. Potomkowie ofiar, genealodzy, historycy, mieszkańcy i osoby zainteresowane historią regionu. Jedna z odnalezionych historii szczególnie mocno pokazuje, jak długo rodziny żyły z pytaniem o miejsce pochówku swoich bliskich.

W trakcie poszukiwań Łukasik nawiązał kontakt z krewnym jednej z ofiar. Ojciec tego krewnego przez niemal 70 lat próbował odnaleźć grób swojego taty. Nie zdążył. - Umarł cztery lata temu i nigdy nie znalazł grobu swojego ojca - opowiada Łukasik.

Dopiero późniejsze poszukiwania pozwoliły rodzinie dotrzeć do informacji, których przez dziesięciolecia bezskutecznie szukano.

W archiwach znaleziono kolejne świadectwa

Łukasik dotarł również do dokumentacji śledztwa prowadzonego w 1968 roku. Dzięki pomocy IPN uzyskał dostęp do materiałów prokuratorskich i wykonał kopie dokumentów. Wśród nich znajdują się zeznania rodzin zamordowanych - żon, matek i dzieci.

Są też relacje osób, które w 1939 roku szły razem z grupą mężczyzn, którzy później zostali zamordowani.  -  W tej dokumentacji zeznają żony, matki i dzieci tych mężczyzn. Między innymi moja prababcia  - mówi Łukasik.

To dla niego niezwykle ważne materiały. Nie są już tylko suchymi dokumentami archiwalnymi. To głosy ludzi, którzy znali zamordowanych i przez lata nosili w sobie pamięć o nich.

Pomnik ma opowiedzieć historię

Poszukiwania prowadzone są z myślą o stworzeniu w tym miejscu trwałego upamiętnienia. Planowane jest powstanie pomnika. Łukasz Łukasik chciałby jednak, aby nie był to tylko kamień z nazwiskami.

- Chciałbym, żeby były tam tablice informacyjne. Na tych tablicach moglibyśmy umieścić zeznania, żeby każdy mógł zobaczyć, przeczytać i bardziej "dotknąć" tej historii - opowiada

Pomnik miałby więc nie tylko przypominać o ofiarach. Miałby również opowiadać ich historię.

Rozwiń

Kolejne poszukiwania już są planowane

Pierwszy etap prac nie przyniósł ostatecznej odpowiedzi, ale pojawiły się nowe poszlaki. Po formalnym przekazaniu miastu kolejnej części terenu należącego obecnie do PKP poszukiwacze mają wrócić w to miejsce. Teren zostanie ponownie dokładnie sprawdzony.

Szczególnie ważny jest fragment, na którym w przeszłości znajdowały się domki letniskowe. To właśnie tam znajduje się wiele przedmiotów utrudniających pracę wykrywaczami.

- Jak miasto będzie oficjalnie właścicielem i będziemy prowadzić prace zmierzające do postawienia tego pomnika, ta ekipa jeszcze raz przyjedzie i jeszcze raz to przeszukamy - zapowiada Łukasik.

Spotkanie rodzin przed odsłonięciem pomnika

Historia zaczęła łączyć ludzi, którzy wcześniej się nie znali. Łukasik poznał kolejnych potomków ofiar, którzy przyjeżdżali do Głowna, aby zobaczyć miejsca związane ze swoimi bliskimi.

Pojawił się więc pomysł, aby w przeddzień odsłonięcia pomnika zorganizować spotkanie rodzin zamordowanych mieszkańców Ziewanic. Miałoby to być wyjątkowe spotkanie - bez oficjalnej oprawy, za to z rozmowami, wspomnieniami i rodzinnymi historiami.

 Spotkalibyśmy się wszyscy potomkowie rozstrzelanych

- mówi Łukasik.

Historia jeszcze się nie kończy

Wraz z kolejnymi dokumentami, potomkami pomordowanych i materialnymi śladami wydarzeń sprzed 87 lat historia mieszkańców Ziewanic staje się coraz pełniejsza.

Być może w przyszłości powstanie również książka . Na razie jednak poszukiwania trwają.

Każda łuska, każdy nabój, każdy dokument i każda odnaleziona rodzina to kolejny element historii, która przez dziesięciolecia pozostawała niemal nieobecna w zbiorowej pamięci. Dla Łukasza Łukasika nie jest to już tylko historia.

To historia jego rodziny. I dlatego, jak mówi, trzeba ją doprowadzić do końca

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo