Wędkarstwo od zawsze było ważną częścią życia Marcina Lewandowskiego z Głowna. Początkowo łowił różne gatunki ryb, jednak mniej więcej dekadę temu jego zainteresowanie coraz mocniej zaczęło koncentrować się na połowie dużych sumów.
Najpierw Odra, później Wisła
Pierwsze dalsze wyprawy sumowe Marcina prowadziły nad Odrę, w okolice Głogowa i Lubiąża. Były to kilkudniowe wyjazdy w większym gronie – z rodziną i znajomymi. Choć atmosfera podczas takich wypraw była dobra, rezultaty nie zawsze odpowiadały oczekiwaniom wędkarza.
Z czasem postanowił spróbować swoich sił na Wiśle. Do tej rzeki początkowo podchodził z pewną ostrożnością. Wiedział, że aby skutecznie łowić duże ryby, musi najpierw dobrze poznać jej charakter.
Pierwsze wyprawy szybko pokazały, że była to dobra decyzja. Wisła zaczęła przynosić duże okazy, na jakie liczył. Jak podkreśla Marcin, rzekę trzeba cały czas poznawać, choć tak naprawdę nigdy nie można nauczyć się jej w pełni. Wisła nieustannie się zmienia – zmieniają się jej nurty, poziom wody, układ dna czy miejsca, w których przebywają ryby.
Przez lata wędkarz odwiedzał różne miejscówki na odcinku od Nowego Dworu Maz. aż po okolice Płocka.
Sum ważący niemal 100 kilogramów
Największy sum, jakiego Marcin złowił w Odrze, mierzył 185 centymetrów. Rekord przyszedł jednak na Wiśle.
Tam wędkarz zmierzył się z sumem o długości 239 cm. Ryba ważyła, jak szacuje Marcin, około 90–100 kilogramów. Był to więc przeciwnik porównywalny wagą do samego wędkarza.
Taki połów oznacza przede wszystkim ogromną dawkę adrenaliny. Walka z wielkim sumem wymaga siły i wytrzymałości. Jak zauważa Marcin, w tej sytuacji to ryba jest u siebie – a wędkarz musi zrobić wszystko, by skutecznie przeprowadzić hol i bezpiecznie wyjąć ją z wody.
Po takim spotkaniu pozostaje pamiątkowe zdjęcie oraz nagranie z wypuszczania ryby.
fot. SumTrip Marcin Lewandowski
W dzień z łodzi, w nocy z brzegu
Marcin na ryby nad Wisłę najczęściej wybiera się podczas długich weekendów. Wyprawy oznaczają kilka dni spędzonych nad rzeką, zwykle z noclegiem pod namiotem.
Łowi metodą sumową, wykorzystując między innymi tzw. zrywkę. W dzień porusza się łodzią po rzece i za pomocą sondy poszukuje ryb. Nocą sposób łowienia się zmienia – wtedy wędkarz łowi stacjonarnie z brzegu.
Każda taka wyprawa wymaga przygotowania i znajomości rzeki. W przypadku Wisły doświadczenie ma szczególne znaczenie, ponieważ – jak podkreśla Marcin – jest to rzeka, której nie da się poznać raz na zawsze.
Zasada „no kill”
Marcin Lewandowski stosuje zasadę no kill. Złowiona ryba nie trafia na stół. Po wykonaniu zdjęcia i uwiecznieniu połowu na filmie zostaje wypuszczona z powrotem do wody.
To właśnie kontakt z przyrodą i możliwość spędzenia czasu nad rzeką są dla niego jednymi z najważniejszych elementów wędkarstwa.
Na co dzień Marcin pracuje jako brygadzista i operator maszyn w dużej firmie. Wyjazdy nad rzekę są więc dla niego odskocznią od codziennych obowiązków. Kilka dni spędzonych nad wodą pozwala mu odpocząć, obcować z przyrodą i realizować wielką pasję.
Dzieli się doświadczeniem
Zdjęcia swoich połowów Marcin publikuje na Facebooku, a także na profilu SumTrip Marcin Lewandowski, który poświęcony jest jego wędkarskiej pasji.
Nie zatrzymuje jednak zdobytej przez lata wiedzy wyłącznie dla siebie, lecz chętnie się nią dzieli. Deklaruje, że jeśli ktoś chciałby zorganizować wyprawę na sumy nad Wisłę i potrzebowałby wskazówek, chętnie podzieli się swoim doświadczeniem i wiedzą dotyczącą wędkowania na tej rzece.
Komentarze (0)