Projekt nowelizacji Karty Nauczyciela został wpisany do wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów pod numerem UD453. Ministerstwo Edukacji chce zmienić art. 30 ust. 3 pkt 1 ustawy i podnieść wskaźnik, na podstawie którego ustalane jest średnie wynagrodzenie nauczyciela początkującego, ze 120 proc. do dokładnie 122,7696 proc. kwoty bazowej.
Nie jest to przypadkowa korekta. Obecny mechanizm powoduje bowiem, że planowane na 2027 r. podwyższenie kwoty bazowej o 3 proc. nie przełożyłoby się na identyczny wzrost średniego wynagrodzenia nauczycieli rozpoczynających pracę. Według wyliczeń MEN bez nowelizacji ich płaca średnia zwiększyłaby się zaledwie o 0,68 proc.
W przypadku nauczycieli mianowanych i dyplomowanych sytuacja jest prostsza. Karta Nauczyciela określa ich średnie wynagrodzenia odpowiednio jako 144 proc. i 184 proc. kwoty bazowej. Podniesienie samej kwoty bazowej o 3 proc. powoduje więc automatycznie taki sam procentowy wzrost średniego wynagrodzenia tych grup.
Dla początkujących w ostatnich latach stosowano dodatkowy mechanizm, dzięki któremu nie pozostawali w tyle za pozostałymi nauczycielami. Problem polegał na tym, że był on zapisywany w kolejnych ustawach okołobudżetowych, a więc miał charakter czasowy. MEN chce teraz przenieść rozwiązanie bezpośrednio do Karty Nauczyciela.
Pensje nauczycieli początkujących mają dostać stałą gwarancję wzrostu
Różnica ma znaczenie nie tylko w 2027 r. Resort edukacji chce zrezygnować z sytuacji, w której co roku konieczne jest tworzenie dodatkowego przepisu tylko po to, by odpowiednio podwyższyć wynagrodzenie początkujących.
W 2024 r. kwota bazowa zapewniła wszystkim nauczycielom wzrost średnich wynagrodzeń o 30 proc. Jednocześnie nauczyciele początkujący otrzymali dodatkowe zwiększenie o 2,308 proc., dzięki czemu wzrost ich średniego wynagrodzenia wyniósł łącznie 33 proc. Podobny dodatkowy mechanizm zastosowano w latach 2025 i 2026.
Od 2027 r. resort chce zakończyć tę praktykę. Wskaźnik 122,7696 proc. ma zostać na stałe wpisany do Karty Nauczyciela. MEN zakłada, że w ten sposób procentowa dynamika średnich wynagrodzeń początkujących będzie odpowiadała wzrostowi dotyczącym nauczycieli mianowanych i dyplomowanych.
Rząd przyjął 9 czerwca 2026 r. propozycję średniorocznego wskaźnika wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej na 2027 r. na poziomie 103 proc. Oznacza to planowany wzrost kwot bazowych o 3 proc. Podwyżką mają zostać objęci nie tylko nauczyciele, lecz również m.in. urzędnicy, funkcjonariusze i żołnierze.
Przy obowiązującej w 2026 r. nauczycielskiej kwocie bazowej wynoszącej 5597,86 zł jej podwyższenie o 3 proc. dawałoby w 2027 r. około 5765,80 zł. Jeżeli kwota ta zostanie ostatecznie przyjęta w ustawie budżetowej, zastosowanie proponowanego wskaźnika 122,7696 proc. oznaczałoby średnie wynagrodzenie nauczyciela początkującego na poziomie około 7078,64 zł brutto. To wyliczenie na podstawie obecnych założeń budżetowych, a nie przesądzona jeszcze ustawowo stawka na 2027 r.
Reforma wynagrodzeń nauczycieli pozostaje znacznie szerszym problemem
To właśnie w tym miejscu zaczyna się zasadniczy spór między rządem a organizacjami reprezentującymi nauczycieli. Związkowcy nie kwestionują potrzeby zabezpieczenia sytuacji początkujących, ale uważają, że korekta jednego współczynnika nie może być przedstawiana jako kompleksowa reforma systemu płac.
Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, związki oczekują rozwiązania dotyczącego wszystkich nauczycieli. Ich zasadniczym postulatem pozostaje automatyczne powiązanie nauczycielskich wynagrodzeń z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce narodowej.
Taki mechanizm miałby istotnie zmienić obecny model. Dziś podstawowe parametry wynagrodzeń nauczycieli pozostają w znacznym stopniu uzależnione od ustalanej politycznie kwoty bazowej. Oznacza to, że wysokość podwyżek jest jednym z elementów corocznych decyzji budżetowych.
Związki chcą systemu, w którym wzrost wynagrodzeń następowałby automatycznie wraz ze zmianą przeciętnej płacy w gospodarce. Argumentują, że pozwoliłoby to ograniczyć coroczne spory z kolejnymi rządami i zwiększyć przewidywalność wynagrodzeń w zawodzie nauczyciela.
Wynagrodzenia nauczycieli powiązane ze średnią krajową
Taki pomysł nie jest nowy. Obywatelski projekt zmiany Karty Nauczyciela dotyczący powiązania wynagrodzeń nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem trafił do Sejmu już wcześniej i pozostaje przedmiotem prac parlamentarnych.
W toku prac sejmowych przedstawiciele strony społecznej proponowali model, w którym średnie wynagrodzenie nauczyciela początkującego odpowiadałoby 100 proc. przeciętnego wynagrodzenia, nauczyciela mianowanego – 125 proc., natomiast nauczyciela dyplomowanego – 155 proc. przeciętnego wynagrodzenia ustalanego według danych dotyczących gospodarki narodowej.
Dla związkowców kluczowa jest sama zasada automatyzmu. Ich zdaniem pensje nauczycieli nie powinny być każdego roku przedmiotem odrębnej decyzji budżetowej i negocjacji dotyczących procentowej skali waloryzacji.
„Dziennik Gazeta Prawna” informuje jednak, że Ministerstwo Finansów pozostaje sceptyczne wobec takiego rozwiązania. Według gazety rozmowy o zmianie systemu wynagrodzeń mają być łączone z dyskusją o organizacji pracy nauczycieli, w tym o pensum i zasadach zatrudnienia.
Pensum nauczycieli jednym z głównych punktów sporu
Jednym z najbardziej drażliwych elementów rozmów pozostaje pensum, czyli tygodniowy obowiązkowy wymiar zajęć prowadzonych bezpośrednio z uczniami. Dla dużej grupy nauczycieli przedmiotowych wynosi ono 18 godzin tygodniowo.
Nie oznacza to jednak 18-godzinnego tygodnia pracy. Czas pracy nauczyciela zatrudnionego w pełnym wymiarze nie może przekraczać 40 godzin tygodniowo. Obejmuje poza zajęciami dydaktycznymi również m.in. przygotowanie do lekcji, ocenianie prac, zebrania, konsultacje, dokumentację i inne obowiązki wynikające z funkcjonowania szkoły.
Według informacji „DGP” Ministerstwo Finansów dopuszcza rozmowę o bardziej automatycznym mechanizmie wzrostu wynagrodzeń, ale oczekuje jednocześnie dyskusji o zwiększeniu pensum nauczycieli tablicowych. Kolejnym elementem mają być zasady zatrudniania, w tym możliwość dłuższego pozostawania nowych pracowników na kontraktach terminowych zamiast szybkiego przechodzenia na stabilniejsze zatrudnienie.
Takie połączenie tematów nie znajduje akceptacji związków zawodowych. Organizacje nauczycielskie rozdzielają kwestię płac od zwiększenia liczby godzin dydaktycznych. W ich ocenie wyższe wynagrodzenia powinny przede wszystkim rekompensować charakter i odpowiedzialność pracy oraz zwiększać atrakcyjność zawodu, a nie być zapłatą za zwiększenie obowiązkowego pensum.
Braki nauczycieli i starzenie się kadry szkolnej
Spór ma również wymiar kadrowy. Związki zwracają uwagę, że niewielka zmiana systemu wynagradzania początkujących nie rozwiąże problemu pozyskiwania nowych pracowników. W wielu szkołach niedobory są obecnie łagodzone godzinami ponadwymiarowymi nauczycieli już zatrudnionych oraz pracą pedagogów, którzy osiągnęli wiek emerytalny.
Rząd podkreśla z kolei skalę wzrostu wynagrodzeń w ostatnich latach. W odpowiedzi MEN na jedną z interpelacji poselskich wskazano, że od 1 stycznia 2026 r. średnie wynagrodzenie nauczyciela początkującego jest o 44 proc. wyższe niż w 2023 r., a w przypadku nauczycieli mianowanych i dyplomowanych wzrost w tym okresie wyniósł 41 proc.
Nie rozstrzyga to jednak długoterminowego sporu o sposób ustalania wynagrodzeń. Projekt UD453 naprawia konkretną lukę w przepisach dotyczącą nauczycieli początkujących, ale nie zastępuje systemowej reformy postulowanej przez organizacje pracownicze.
Niż demograficzny zmieni szkoły i rynek pracy nauczycieli
Na debatę o płacach nakłada się niż demograficzny, który w najbliższych latach coraz mocniej będzie wpływał na polskie szkoły. Według informacji przekazanych przez MEN w odpowiedzi na interpelację poselską liczba dzieci w wychowaniu przedszkolnym ma spaść z około 1,24 mln w roku szkolnym 2026/2027 do około 1,02 mln w roku 2033/2034.
Największe zmiany mają dotyczyć szkół podstawowych. Resort przewiduje wyraźny spadek liczby uczniów w kolejnych latach, co będzie miało bezpośrednie konsekwencje dla sieci placówek, liczby oddziałów i zapotrzebowania na nauczycieli.
Związki zawodowe przekonują, że niż nie powinien automatycznie prowadzić do redukcji zatrudnienia. Chcą wykorzystać mniejszą liczbę uczniów do ograniczenia liczebności klas. Takie rozwiązanie wymagałoby jednak dodatkowych decyzji dotyczących finansowania i organizacji szkół, a zależność pomiędzy wielkością klas a wynikami edukacyjnymi pozostaje przedmiotem dyskusji ekspertów.
Na razie projekt MEN ma zdecydowanie węższy zakres. Za jego przygotowanie odpowiada resort edukacji, a osobą odpowiedzialną za opracowanie projektu jest sekretarz stanu Henryk Kiepura. Według wykazu prac legislacyjnych Rada Ministrów ma przyjąć projekt w IV kwartale 2026 r. Dopiero później nowelizacja będzie mogła rozpocząć parlamentarną ścieżkę legislacyjną.
Komentarze (0)