Miał być "perłą w koronie"
Przed piłkarzami Widzewa nowy sezon PKO BP Ekstraklasy. Poprzedni był rozczarowujący. Łodzianie rzutem na taśmę utrzymali się w lidze, choć był moment, gdy wydawało się, że spadek jest pewny. RTS zawodził przede wszystkim jako drużyna. Indywidualnie było kilku zawodników, których można pochwalić. Z pewnością do tego grona nie zalicza się Andi Zeqiri, który rozczarował chyba najbardziej. Szwajcar miał być "perłą w koronie" letnich transferów Łodzian. Napastnik miał całkiem niezłe wejście i zrobił dobre wrażenie w starciu z Arką, ale im dalej w las, tym było gorzej. Teraz udzielił wywiadu dla Weszło.
- To moje pierwsze kroki w Polsce, ale nic dziwnego, że kibice też liczyli na więcej. Jestem pewny, że mogę grać lepiej, teraz przede wszystkim pracuję, by tak się faktycznie stało. (...) Odkąd gram w piłkę, jestem poddawany presji – może nie zawsze w takiej skali, ale jednak – i od dawna wiem, że to po prostu czynnik motywujący do cięższej pracy. Zastanawiam się jeszcze, dlaczego tamten sezon był taki trudny i wydaje mi się, że cały klub nie miał lekko. Do ogólnej presji należy dołożyć czterech trenerów, wielu nowych zawodników… Nie było chwili stabilizacji, a to nie jest łatwe dla nikogo - przyznaje napastnik w rozmowie z Antonim Figlewiczem.
Dodaje też:
- Liga jest inna. Może nawet nie sama liga, a ci, co ją tworzą. Oglądając pierwsze mecze i grając samemu w moich początkowych spotkaniach dla Widzewa, zauważyłem, jak tu walczy się o każdą piłkę i, naprawdę, o każdy centymetr boiska. Z każdą drużyną gra się trudno i nie możesz z pełnym przekonaniem powiedzieć, że któryś rywal jest tym naprawdę łatwym. Szczególnie jeśli walczysz do samego końca o utrzymanie – co pokazuje zresztą, moim zdaniem, jak trudna jest ta liga. Może nie powiem, że byłem pod wielkim wrażeniem, ale stwierdziłem szybko, że Ekstraklasa ma swój równy poziom, przez co jest dobrym miejscem do rozwoju. Przyznaję, nauczyłem się od niej już całkiem dużo. Wiem, że mogę zdziałać tu coś dobrego, po tym jak przez rok zobaczyłem, jak to wszystko tu działa.
Zeqiri do Widzewa trafił już po rozpoczęciu sezonu. I trzeba przyznać, że był to niesamowicie efektowny transfer. Nie chodzi o samą kwotę 2 milionów euro, ale o całą otoczkę. Po Szwajcara prywatnym samolotem poleciał sam Robert Dobrzycki.
- Będę szczery – nie powiem, że to nie była trudna decyzja. Cieszyłem się pewnym zainteresowaniem, miałem inne oferty, ale ostatecznie zdecydowałem się na Widzew, bo Robert Dobrzycki sam przyleciał do Szwajcarii by ze mną porozmawiać. Wiesz, kiedy ludzie sami wybierają się specjalnie do twojego kraju, żeby przekonać cię, że chcą właśnie ciebie, to już wiesz, że masz do czynienia z innym podejściem niż u pozostałych. Wartości, które właściciel pokazał mi tym ruchem, były dla mnie najważniejszymi przy podejmowaniu decyzji o transferze. Tak, tym mnie przekonał.
Teraz RTS spokojniej działa na rynku i do nowego sezonu podejdzie przede wszystkim jako bardziej zgrany zespół. To powinno działać na korzyść czerwono-biało-czerwonych. Na lepsze wyniki liczy również sam Zeqiri.
- Od początku pokładane we mnie nadzieje były jakby zaszczytem. Nadal wierzę w siebie i cóż… pracuję, zobaczymy, co się wydarzy w nowym sezonie, Ja na pewno spróbuję przygotować się najlepiej, jak to tylko możliwe.
Komentarze (0)