Reprezentant Polski trafił do łódzkiego klubu ostatniej zimy. Widzew wykupił go z włoskiej Spezii. "Wiśnia" zadebiutował w meczu z Jagiellonią Białystok, kiedy wszedł na boisko w samej końcówce. Potem grał już od pierwszej do ostatniej minuty zarówno w lidze, jak i w meczu Pucharu Polski z GKS-em Katowice.
W tej chwili 27-letni obrońca na koncie ma jedenaście gier w PKO BP Ekstraklasie oraz jeden w pucharowych rozgrywkach. I co ważne - to dobre występy. O ile do gry wielu piłkarzy Widzewa i drużyny jako całości można mieć uzasadnione pretensje, o tyle Wiśniewskiego nie tylko nie ma się o co czepiać, ale wręcz wypada go chwalić. Reprezentant Polski stał się prawdziwym szefem defensywy, w dużej mierze dzięki niemu Widzew tracił mało goli. Wiśniewski imponuje szybkością i dynamiką. Dobrze się ustawia, odbiera piłkę rywalom, gra twardo, lecz fair. Imponuje m.in. walką w powietrzu, gdzie z 69 pojedynków wygrał 51.
Filar defensywy Widzewa nie dokończył treningu
Niewykluczone jednak, że w najbliższym meczu - z Motorem Lublin w niedzielę - Widzew będzie musiał radzić sobie bez niego. A mowa o meczu niezwykle ważnym. Widzew jest przedostatni w tabeli, a do końca rozgrywek pozostało pięć kolejek. Z Motorem trzeba wygrać, by marzyć o pozostaniu w elicie.
Wiśniewski nie dokończył wtorkowego treningu drużyny, musiał zejść z boiska. Nie chodzi jednak o jakiś uraz mechaniczny. Piłkarz źle się poczuł. Niektóre źródła mówią, że miał zawroty głowy, inne że poczuł ból w okolicach karku. Z treningu miał jechać do lekarza. Do meczu pozostało jeszcze trochę czasu. Być może nie dzieje się nic takiego, co wykluczy udział "Wiśni" z udziału w niedzielnym meczu.
Gdyby jednak piłkarz musiał odpocząć, to na szczęście ma kto go zastąpić. O ile w kadrze brakuje bocznych obrońców, o tyle stoperów w Widzewie dostatek. Ostatnio grają Wiśniewski i Steve Kapuadi, ale na ławce są Stelios Andreou, Ricardo Visus oraz Mateusz Żyro.
Komentarze (0)