Kolejna ulewa, kolejne straty
W niedzielę (19 lipca) nad Zgierzem przeszły intensywne opady deszczu, które doprowadziły do licznych zalań na terenie miasta. Pod wodą znalazły się między innymi ulice Parzęczewska, Długa oraz okolice ul. 3 Maja.
O problemach informowali mieszkańcy i przedsiębiorcy, a sprawę komentowali także miejscy radni oraz Urząd Miasta Zgierza.
Magistrat przekazał, że w ciągu doby spadło blisko 26 mm deszczu, a straż pożarna odnotowała dziewięć interwencji. Urząd podkreślał, że coraz częstsze nawalne opady są związane ze zmianami klimatu i zjawiskiem tzw. powodzi błyskawicznych.
Jednym z przedsiębiorców, którzy najbardziej odczuli skutki ulewy, jest pan Marek prowadzący sklep zoologiczny przy ul. 3 Maja, który wciągu 13 lat został zalany osiem razy.
„Jeszcze nie skończyłem sprzątać”
Choć sklep ponownie przyjął klientów, właściciel przyznaje, że usuwanie skutków zalania nadal nie zostało zakończone. Część prac musiała zostać odłożona do czasu oględzin przeprowadzanych przez ubezpieczyciela.
- Jeszcze nie mam posprzątanego całkowicie sklepu. Czekam na oględziny z ubezpieczalni. Aby funkcjonować, część została już wysprzątana tak „do chodzenia”, ale trzeba jeszcze wysunąć regały i pod nimi posprzątać
- opowiada pan Marek.
Jak wspomina, do lokalu dostała się nie tylko woda, ale również błoto, które znacznie utrudniło sprzątanie.
- Miejscami było tak 3-5 cm wody na całym sklepie, tak się w niej brodziło. Było również błoto. Ta czarna maź wlewała się z ulicy i to było najgorsze
- dodaje.
„To już ósmy raz”
Przedsiębiorca nie ukrywa, że najbardziej frustrujące jest to, iż podobna sytuacja powtarza się od lat. Jak podkreśla, po jednym z wcześniejszych zalań padły zapowiedzi działań, które miały ograniczyć ryzyko kolejnych podtopień.
- Prezydent obiecał kilka lat temu, że coś z tym zrobi, po tym jak było tutaj zalanie, gdzie woda sięgała do kolan. Wtedy były największe straty i najwięcej roboty - zniszczony towar, wyposażenie, trzeba było malować ściany. Nawet siedzisko fotela miałem zalane. Wszystko tu pływało
- wspomina właściciel sklepu.
Jak dodaje, mimo późniejszych inwestycji nie zauważył wyraźnej poprawy w rejonie swojego lokalu.
- Od tamtego czasu miało coś być zrobione z tym, ale ja nie widzę różnicy. Może na „dołku” było mniej, bo zrobili ten kanał, który ma odprowadzać wodę w parku, ale u mnie nic się nie zmieniło. Wszystko zależy od ilości opadów. To przychodzi momentalnie - 20-30 minut i jest po ptakach
- mówi.
Historia pana Marka to tylko jeden z przykładów skutków niedzielnej ulewy. Mieszkańcy i przedsiębiorcy z różnych części miasta od lat zwracają uwagę na powracające podtopienia podczas intensywnych opadów.
Komentarze (0)