reklama

129 tys. zł zaległości i egzekucje w toku. Sprawa stowarzyszenia, którym kierowała posłanka PiS, wraca po latach

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

129 tys. zł zaległości i egzekucje w toku. Sprawa stowarzyszenia, którym kierowała posłanka PiS, wraca po latach - Zdjęcie główne
Autor: Google Street View/FB Agnieszki Wojciechowskiej van Heukelom | Opis: Na stowarzyszeniu, które miało tu swoją siedzibę, ciąży dziś zadłużenie wobec miasta w wysokości ponad 129 tys. zł.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
ŁódzkieEuropejskie Centrum Inicjatyw Obywatelskich, którego prezesem była posłanka PiS Agnieszka Wojciechowska van Heukelom, ma wobec miasta Łodzi ponad 129 tys. zł zadłużenia. Tak wynika z pisma Zarządu Lokali Miejskich z 20 sierpnia 2026 roku. Dokument opublikował Jarosław Kostrzewa, lider LDZ Zmotoryzowani Łodzianie, który od dłuższego czasu pozostaje z posłanką w ostrym sporze.
reklama

Kostrzewa wystąpił do ZLM o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej stowarzyszenia. Odpowiedź dostał właśnie teraz.

Na Facebooku nie krył satysfakcji.

- Mamy czarno na białym pismo z Zarządu Lokali Miejskich z dnia 20 sierpnia 2026 roku. Europejskie Centrum Inicjatyw Obywatelskich, stowarzyszenie którego prezesem jest posłanka Agnieszka Wojciechowska van Heukelom, jest winne miastu Łódź 129 144,68 zł

- napisał Jarosław Kostrzewa.

Dodał, że nie chodzi o kwotę pojawiającą się kiedyś w politycznych sporach, ale o aktualne zadłużenie wskazane przez ZLM.

Lokal stracili już w 2013 roku

Z pisma podpisanego przez Dorotę Tomczak-Dratkiewicz, p.o. zastępcy dyrektora ZLM ds. nadzoru i organizacji, wynika, że stowarzyszenie od 1 marca 2013 roku zajmowało lokal użytkowy nr 6U przy ul. Rewolucji 1905 roku 9.

reklama

Problemy zaczęły się szybko. Według ZLM już na koniec czerwca 2013 roku zaległość wynosiła 5091,69 zł. 7 sierpnia umowę najmu rozwiązano, jednak od 1 września lokal nadal był zajmowany bez tytułu prawnego.

Na koniec marca 2014 roku zadłużenie wzrosło do 14 477,76 zł. Administracja wysłała stowarzyszeniu ostateczny monit przedsądowy.

Kilka miesięcy później strony zawarły ugodę. Należność w wysokości 18 463,91 zł rozłożono na raty. Z dokumentu wynika jednak, że w styczniu 2015 roku stowarzyszenie zostało wezwane do realizacji warunków ugody. W listopadzie tego samego roku negatywnie rozpatrzono jego wniosek o umorzenie zadłużenia.

Lokal został ostatecznie zdany 6 listopada 2016 roku, przed wyznaczonym terminem eksmisji.

reklama

Kostrzewa nie pozostawia suchej nitki na posłance.

- Posłanka wszystkich obraża i nazywa hejterami, gdy coś nie jest zgodne z jej wydumanym ego. A jak widać, świat nie ma tak czarno-białych barw, jak ona pokazuje

- powiedział TuLodz Jarosław Kostrzewa.

Dług urósł do 129 tys. zł

Według stanu na 7 sierpnia 2026 roku zaległość stowarzyszenia z tytułu korzystania z lokalu wynosi dokładnie 129 144,68 zł.

ZLM informuje, że całe zadłużenie objęte jest tytułami wykonawczymi. Chodzi o nakaz zapłaty z 2015 roku oraz wyrok z 2018 roku. W obu przypadkach postępowanie egzekucyjne nadal ma być w toku. Do tego dochodzą koszty związane z wyrokiem eksmisyjnym.

reklama

Sama należność główna jest znacznie niższa od obecnych 129 tys. zł. Dużą część kwoty stanowią narastające przez lata odsetki i koszty windykacji.

Posłanka: „Widzę, że mój największy hejter nie próżnuje”

O publikacji Jarosława Kostrzewy Agnieszka Wojciechowska van Heukelom dowiedziała się od nas. Posłanka nie kryła irytacji.

- Widzę, że mój największy hejter nie próżnuje. A to karykatury wygenerowane przez AI, a to jakieś sprawy sprzed lat. Po pierwsze, nie ma czegoś takiego jak „stowarzyszenie posłanki”. Stowarzyszenie to dobrowolne zrzeszenie ludzi. Po drugie, to stowarzyszenie już nie istnieje. Wiele lat temu wnieśliśmy do sądu wniosek o wyrejestrowanie, ponieważ w sposób naturalny wygasła jego działalność

reklama

- mówi Agnieszka Wojciechowska van Heukelom.

Jak podkreśla, organizacja nie korzystała z publicznych pieniędzy, a jej działalność była finansowana głównie z prywatnych środków. Stowarzyszenie zajmowało się m.in. pomocą mieszkańcom i interwencjami w sprawach lokatorskich. Zdaniem posłanki właśnie to miało być jedną z przyczyn napiętych relacji z łódzkim magistratem.

- Myśmy działali za prywatne pieniądze, głównie moje. Nigdy w życiu żadnych pieniędzy od nikogo nie dostawaliśmy, żadnych dofinansowań, dotacji czy projektów. Po prostu pomagałam ludziom, bo chciałam im pomagać, a wolontariusze, którzy ze mną działali, też zrobili kawał dobrej roboty w mieście. Tyle że ciągle, z racji interwencji podejmowanych w imieniu mieszkańców, głównie lokatorów kamienic, wchodziliśmy w konflikty z urzędem. Uważam, że miasto na nierównych zasadach traktowało organizacje pozarządowe

- przekonuje posłanka.

Wojciechowska van Heukelom twierdzi, że stowarzyszenie płaciło za lokal przy Rewolucji znacznie więcej niż niektóre inne organizacje.

- My mieliśmy bardzo wysoki czynsz, podczas gdy w tym samym czasie stowarzyszenia związane z radnymi czy inne organizacje dostawały na przykład zwolnienia z czynszu albo płaciły tylko za media. Byliśmy traktowani na zupełnie innych zasadach. I żaden pierwotny dług nie wynosił 120 parę tysięcy złotych. Był znacznie niższy. Ta cała reszta to naliczone przez lata odsetki i koszty

- zaznacza.

Posłanka zapowiedziała, że dokładnie sprawdzi całą sytuację i wróci do sprawy po zapoznaniu się z dokumentami.

Rozwiń
reklama
reklama
Artykuł pochodzi z portalu tulodz.pl. Kliknij tutaj, aby tam przejść.
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo