Zacznijmy od obrazka, który każdy zna. Środek lipca, trzydzieści kilka stopni, auto stało cztery godziny na słońcu. Otwierasz drzwi i uderza cię ściana gorąca, kierownica parzy, fotel jest nie do wytrzymania. Wciskasz przycisk klimatyzacji i po kilkudziesięciu sekundach przychodzi ta ulga, dla której w ogóle płaciło się za auto z klimatyzacją. Teraz wyobraź sobie ten sam dzień bez niej.
Z klimatyzacją wiąże się pewien wygodny mit, który brzmi mniej więcej tak: to nie jest część eksploatacyjna, więc dopóki działa, nie trzeba jej dotykać. Nikt tak nie myśli o oleju silnikowym ani o klockach hamulcowych, choć mechanizm jest identyczny. Różnica polega tylko na tym, że skutek zaniedbania klimatyzacji ujawnia się po latach, a nie po miesiącach.
Wserwisie Klima w Auciewidzimy skutki tego myślenia codziennie, więc policzmy je uczciwie, od pierwszej do dziesiątej wiosny posiadania auta.
Układ klimatyzacji z założenia traci czynnik. Producenci przyjmują ubytek rzędu kilkunastu procent rocznie, wynikający z przenikania przez elastyczne przewody i uszczelnienia. To nie jest usterka, tylko cecha konstrukcji. Kluczowe jest jednak to, co ubywa razem z czynnikiem.
Wraz z czynnikiem w układzie krąży olej, który smaruje sprężarkę. Mniej czynnika oznacza mniej smarowania najdroższego elementu instalacji.
To dlatego jazda z niedoborem jest gorsza niż jazda z układem całkowicie pustym. W aucie, z którego czynnik uszedł do zera, czujnik ciśnienia po prostu nie pozwoli sprężarce się załączyć i paradoksalnie ją ochroni. W aucie, w którym zostało dwadzieścia czy trzydzieści procent, sprężarka pracuje dalej, tyle że w warunkach głodu smarnego, a kierowca widzi jedynie, że klimatyzacja chłodzi trochę słabiej niż kiedyś.
Dekada w dwóch wariantach
Policzmy to na przykładzie przeciętnego auta ze starszym czynnikiem R134a, przy cenach z tego sezonu. Pierwszy wariant zakłada obsługę mniej więcej co dwa lata, zgodnie z zaleceniami producentów. Drugi to scenariusz, który w praktyce spotykamy najczęściej: nie robimy nic, dopóki nie przestanie chłodzić.
Różnica w gotówce jest niemal dwukrotna, ale to i tak nie oddaje całości. W pierwszym wariancie przez całą dekadę jeździsz autem z działającą klimatyzacją. W drugim masz kilka lat jazdy z coraz słabszym chłodzeniem, potem kilka lat bez chłodzenia w ogóle, a na końcu i tak płacisz więcej. Kupujesz zatem gorszy komfort za wyższą cenę.
Skąd biorą się różnice w cenie usługi
Przy okazji warto wyjaśnić, dlaczego dwa auta obsłużone tego samego dnia mogą się różnić w rachunku niemal trzykrotnie. Składają się na to dwie rzeczy, obie niezależne od serwisu.
Rodzaj czynnika.Auta produkowane mniej więcej od 2017 roku korzystają z czynnika R1234yf, który jest istotnie droższy od stosowanego wcześniej R134a. Sama zmiana przepisów sprawiła, że obsługa młodszego samochodu kosztuje około dwie trzecie więcej.
Pojemność układu.Za czynnik płaci się według wagi, a normy fabryczne, które zebraliśmy wbazie pojemności układów, różnią się dramatycznie. Najmniejsze auta miejskie mieszczą poniżej trzystu gramów, duże limuzyny i vany ponad półtora kilograma. Co ciekawe, rozstrzał bywa równie duży w obrębie jednej marki, więc intuicja oparta na logo na masce zawodzi.
Ile to jest naprawdę
Trzysta złotych brzmi jak wydatek. Ale spójrzmy na to inaczej:to mniej niż jedno zatankowanie do pełna. Raz na dwa lata, czyli w przeliczeniu na miesiąc wychodzi kilkanaście złotych. Za tę kwotę masz komfort w każdym korku, w każdej podróży wakacyjnej, przy każdym odwożeniu dzieci do szkoły w czerwcowym upale.
Jest jeszcze druga strona, znacznie ważniejsza niż pieniądze. Parownik klimatyzacji to element stale wilgotny, ciepły i pozbawiony światła, czyli idealne miejsce dla grzybów i bakterii. Powietrze, którym oddychasz w kabinie, przechodzi przez niego za każdym razem, gdy włączasz nawiew.
Olej wymieniamy co rok bez dyskusji. A o jedynym filtrze, przez który powietrze trafia prosto do naszych płuc, nie pamięta prawie nikt.
Ten charakterystyczny stęchły zapach po uruchomieniu nawiewu w zaniedbanym aucie to nie kwestia estetyki, tylko zarodniki, którymi oddychasz ty i twoje dzieci na tylnej kanapie.Odgrzybianie warto robić raz w roku, najlepiej razem z wymianą filtra kabinowego. Kierowcomze Zgierza i okoliczajmuje to jedną wizytę. Kosztuje tyle, co kilka kaw na mieście, a jest jedyną rzeczą w aucie, która dotyczy bezpośrednio tego, co wdychasz. Na zdrowiu, zwłaszcza dzieci, akurat tutaj nie warto oszczędzać.
Kiedy naprawdę trzeba jechać do serwisuNie ma potrzeby robienia tego co sezon. Rozsądny rytm to kontrola co dwa lata albo wcześniej, jeżeli zauważysz, że chłodzenie wyraźnie osłabło, klimatyzacja potrzebuje znacznie więcej czasu na schłodzenie kabiny albo z nawiewów zaczyna dochodzić nieprzyjemny zapach. Ten ostatni objaw dotyczy zagrzybienia parownika i jest osobnym problemem, tańszym w usunięciu, ale równie łatwym do zignorowania.
Wniosek na jedno zdanie
Klimatyzacja nie należy do tych elementów, na których da się zaoszczędzić przez nierobienie niczego. Można jedynie przesunąć wydatek w czasie, zwykle go przy okazji powiększyć, a w międzyczasie oddać kilka lat komfortu, za który raz już się zapłaciło przy zakupie auta. Pytanie nie brzmi więc, czy zapłacisz za klimatyzację, tylko kiedy i ile.
Komentarze (0)