Rezerwy ostatnią nadzieją Widzewa
To miał być w końcu TEN sezon. Widzew Łódź nigdy w Pucharze Polski nie radził sobie wybitnie, ale w sezonie 2026/2027 miało się to zmienić. Już sam fakt, że pierwszy raz w historii klub z Piłsudskiego 138 reprezentowany w tych rozgrywkach był przez aż dwa zespoły, dawał nadzieję na wyjątkowo udaną kampanię.
Jakby tego było mało, sporo optymizmu w serca fanów wlało losowanie I rundy STS Pucharu Polski. Pierwsza drużyna mogła liczyć na doping własnych fanów w Sercu Łodzi, bo trafiła Koronę Kielce i mecz domowy. Ale widoki na ciekawą rywalizację miały też rezerwy Czerwono-Biało-Czerwonych.
Trzecioligowy Widzew II wylosował słabo dysponowaną na początku sezonu Polonię Bytom. Pierwszoligowiec, z uwagi na zasady rozstawienia, musiał do walki o awans przystąpić w Łodzi, a w przeszłości w takich parach, które w teorii dzieli róznica klas, niespodzianki zdarzały się naprawdę często. Dlaczego by nie i tym razem?
Widzewska "Dwójka" nie zawstydziła "Jedynki"
Polonia Bytom losu kusić jednak nie zamierzała i we wtorkowe popołudnie na "Łodziance" od samego początku narzuciła gospodarzom swój styl gry. Przyjezdni byli zdeterminowani i od pierwszego gwizdka grali wysoko, pressując widzewiaków już pod ich polem karnym. Przyniosło to błyskawiczny efekt, w postaci przechwytu piłki po za słabym podaniu w kierunku swoich stoperów Mikołaja Czerniatowicza i zdobycia przez Polonię pierwszego gola już w 2. minucie spotkania.
Po półgodzinie gry goście powinni prowadzić 2:0. Całe zło znów zaczęło się od wysokiego pressingu i przechwytu. Ale po drodze doszedł jeszcze rzut rożny i próba dośrodkowania ze skraju pola karnego, która skończyła się na... łokciu Marcina Kozłowskiego i rzucie karnym dla Bytomian. Kamil Wojtyra dał się jednak zatrzymać Franciszkowi Golańskiemu i Widzew II pozostał w grze o awans do drugiej rundy.
Po zmianie stron mecz się nawet wyrównał. Zespół Pawła Ściebury w końcu był w stanie na dłużej opuszczać swoje pole karne, ale w 66. minucie znowu dał sobie odebrać piłkę, próbując uciec z własnej połowy, a Polonia po chwili prowadziła już 2:0.
Stoper Widzewa jak rasowy snajper. Strach o "profesora"
W 70. minucie widzewiacy wykorzystali dezorganizację w szeregach przyjezdnych wywołaną podwójną zmianą tuż przed ofensywnym autem Łodzian. Daleki wrzut w pole karne "Cinka" spowodował zamieszanie pod bramką Wojciecha Banasika. Piłkę zgrywał jeszcze głową Daniel Tanżyna, a ostatecznie - po oszukaniu czterech rywali (!) - piłkę do siatki skierował Sebastian Zieleniecki.
Kiedy wydawało się, że w w drużynę wstąpi nowy duch, przyszedł kolejny cios. Z grymasem bólu na murawę padł Marek Hanousek. "Profesor", jak nazywają go kibice Czerwono-Biało-Czerwonych, czy "Stary Czech", jak sam żartobliwie o sobie mówi ulubieniec łódzkiej publiczności, nie mógł kontynuować meczu i pomóc drużynie w walce o wyrównanie.
Koledzy próbowali do samego końca odwrócić losy otwartej cały czas rywalizacji, ale wynik nie uległ już zmianie. Podobnie jak pierwszy zespół, Widzew II pożegnał się z pucharowymi rozgrywkami minimalną porażką na własnym terenie.
Widzew II Łódź - Polonia Bytom 1:2 (0:1)
0:1 - Benedik Mioć 2'
0:2 - Kamil Orlik 66'
1:2 - Sebastian Zieleniecki 70'
Skład Widzewa II: Golański - Kozłowski (85' Kopko), Zieleniecki, Tanżyna, Knapek, Hanousek (74' Dryzner), Gryzio (85' Stachowicz), Przybułek, Czerniatowicz (67' Głąb), Busz, Sołtysiński.
Skład Polonii: Banasik - Szymański, Krzyżak, Wołkowicz, Michalski, Kądziołka (70' Konieczny), Łabojko (72' Małachowski), Zieliński (70' Stefański), Mioć (60' Orlik), Andrzejczak, Wojtyra (60' Wzięch).
Komentarze (0)