reklama

Vuko zagra o posadę? Dajcie spokój! Ten Widzew da się lubić [KOMENTARZ]

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Vuko zagra o posadę? Dajcie spokój! Ten Widzew da się lubić [KOMENTARZ] - Zdjęcie główne
Autor: Marek Młynarczyk | Opis: Aleksandar Vuković, trener Widzewa

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Materiały partneraSpokojnie. Naprawdę spokojnie. Jeśli po sześciu kolejkach sezonu ktoś chce wyrzucać Aleksandara Vukovicia z Widzewa, to proponuję najpierw usiąść, wziąć głęboki oddech i obejrzeć kilka meczów jeszcze raz. Bez patrzenia na skróty, bez patrzenia na tabelę, bez patrzenia na komentarze na X.
reklama

Jeśli ocenimy ten Widzew wyłącznie przez pryzmat punktów, rzeczywiście można dojść do wniosku, że coś jest nie tak. Jedno zwycięstwo, kilka straconych punktów, a na dokładkę niedzielna porażka z Lechem, w której Widzew w doliczonym czasie wypuścił remis z rąk.

Po 2:3 z mistrzem Polski łatwo odpalić standardowy pakiet: „Vuko nie dowozi”, „trener do zmiany”, „potrzebny jest ktoś, kto to poukłada”. Tylko że właśnie tych argumentów kompletnie nie kupuję. Vuković powinien pracować dalej. Nie dlatego, że jest święty, nie popełnia błędów albo Widzew gra futbol idealny. Nie gra. Chodzi o coś znacznie ważniejszego: widać, że na boisku coś drgnęło, że formuje się zespół z prawdziwego zdarzenia. A to w przypadku Widzewa jest już całkiem sporo.

reklama

Wreszcie widać pomysł

Przypomnijmy sobie, co działo się w poprzednim sezonie. Widzew był drużyną, w której właściwie co chwilę coś się rozjeżdżało. Problemy organizacyjne, zmiany, transferowy miszmasz, kontuzje, brak stabilizacji, momentami kompletny brak pomysłu na to, jak ten zespół ma wyglądać. Było nerwowo, chaotycznie -  zwyczajnie źle.

Teraz? Nadal zdarzają się błędy. Nadal Widzew potrafi przegrać mecz, który powinien przynajmniej zremisować. Nadal zdarzają się fragmenty, kiedy człowiek ma ochotę złapać się za głowę. Ale przynajmniej wiadomo, co ten Widzew chce grać. I momentami gra to naprawdę bardzo dobrze.

reklama

Mecz z Koroną? Były fragmenty, w których piłka chodziła szybko, akcje były płynne, a Widzew potrafił spychać rywala do defensywy. Pierwszy kwadrans był wręcz koncertowy. Śląsk? 3:3 po meczu, w którym Widzew potrafił prowadzić grę i stworzyć sobie sytuacje mimo gry w osłabieniu, ale znowu zabrakło mu chłodnej głowy w końcówce. A Lech? Widzew dostał dwa szybkie ciosy, przegrywał 0:2, a mimo tego wrócił do meczu. Strzelił dwa gole, doprowadził do remisu i przez długi czas wyglądał jak drużyna, która może zabrać punkty mistrzowi Polski. Ostatecznie przegrał 2:3 po fatalnym błędzie w końcówce. I teraz pytanie: czy za ten błąd odpowiada trener?

Możemy powiedzieć, że Vuković powinien był zrobić coś inaczej. Możemy analizować zmiany. Możemy dyskutować o ustawieniu. Możemy zastanawiać się, dlaczego zespół nie potrafił zamknąć meczu. Ale czy to już pora, by znowu burzyć cały projekt?

reklama

Widzew nie jest jeszcze gotowy. I to jest normalne

Problem polega na tym, że od Widzewa oczekuje się dziś natychmiastowego efektu. Przyszły nazwiska. Przyszły oczekiwania. Klub zapowiadał zmianę polityki transferowej, a przed sezonem mówiło się o zupełnie innym Widzewie niż ten, który oglądaliśmy jeszcze kilka miesięcy wcześniej. I właśnie dlatego trzeba uzbroić się w cierpliwość. Bo nowy Widzew nie stanie się automatycznie gotowym produktem po kilku tygodniach. Tu potrzeba miesięcy, a może i lat systematycznej, spokojnej(!), ciężkiej pracy.

Tym bardziej że liga jest brutalna. Widzew nie gra w próżni. Naprzeciwko niego wychodzą zespoły z pieniędzmi, jakością i własnymi ambicjami. A gdy przyjeżdża Lech, to nie wystarczy przez 90 minut „ładnie wyglądać”. Trzeba jeszcze być bezbłędnym. Widzew wpadek się nie ustrzegł, ale i tak punkty w starciu z mistrzem Polski były o krok. I to jest różnica.

reklama

Najłatwiej zwolnić. Tylko co dalej?

Zaczęły pojawiać się głosy, że w tym tygodniu Vuko zagra o posadę – w pucharze Polski z Koroną i w lidze z Radomiakiem. To ja zadaję pytanie: Naprawdę? Po sześciu kolejkach? To co proponujecie w zamian? Kolejnego trenera, który przyjdzie, zrobi własną rewolucję, zmieni ustawienie, odstawi kilku zawodników, sprowadzi swoich, po dwóch miesiącach zacznie narzekać na poprzednika, a my za pół roku będziemy zastanawiać się, dlaczego znowu wszystko trzeba budować od początku? Przecież dokładnie tak wygląda droga donikąd.

Widzew przez ostatnie lata aż za dobrze zna ten mechanizm. I właśnie dlatego jestem zdecydowanie przeciwny zwalnianiu Vukovicia. Nie dlatego, że trzeba chronić trenera za wszelką cenę. Tylko dlatego, że ten Widzew daje coś, czego poprzedni nie dawał: nadzieję, że przy Piłsudskiego może powstać naprawdę fajna drużyna. Są momenty, w których ogląda się ten zespół i zwyczajnie chce się bić brawo. Jest szybkość. Jest odwaga. Są kombinacyjne akcje. Jest próba grania piłką. Są zawodnicy, którzy chcą brać odpowiedzialność. Jest reakcja na niekorzystny wynik. Nie zawsze jest jakość. Nie zawsze jest koncentracja. Nie zawsze jest odpowiedzialność w kluczowych momentach. Ale to można poprawić. Szczególnie, że widzę drużynę, która dopiero się dociera.

Vuko ma jeszcze dużo do udowodnienia

Żeby było jasne: Vuković nie dostaje ode mnie immunitetu. Ma poprawić wyniki, ograniczyć liczbę prostych błędów popełnianych przez piłkarzy. Ma sprawić, żeby Widzew przestał seryjnie wypuszczać punkty w końcówkach. Ma znaleźć sposób na to, żeby dobre fragmenty trwały nie 20 czy 30 minut, ale znacznie dłużej. To wszystko jest jego robotą. Ale zwolnienie go teraz byłoby reakcją emocjonalną, a nie decyzją strategiczną.

Widzew potrzebuje stabilizacji. Potrzebuje czasu. Potrzebuje ludzi, którzy będą odpowiadać za projekt przez dłużej niż kilka miesięcy. I właśnie dlatego trzeba Vukovicia rozliczać, ale nie panikować. Bo jeśli po sześciu kolejkach wyrzucimy trenera, który momentami potrafi sprawić, że Widzew gra naprawdę bardzo dobrą piłkę, to znowu zaczniemy od zera. A przecież chyba nie po to przez ostatnie miesiące budowano ten nowy Widzew. Vuko nie powinien dziś grać o posadę. Powinien grać o to, żeby ten zespół za kilka miesięcy był dużo lepszy niż teraz.

A kibice? Niech jeszcze trochę pocierpią i przyjmą na klatę straty punktów z Koroną, Śląskiem, Lechem, czy nawet tę ewentualną z Radomiakiem. Bo pierwszy raz od dawna mam wrażenie, że warto. 

reklama
reklama
Artykuł pochodzi z portalu lodzkisport.pl. Kliknij tutaj, aby tam przejść.
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo