Jego przejście do Widzewa ostatniego lata był hitem PKO BP Ekstraklasy i zapowiedzią szaleństwa transferowego łódzkiego klubu i jego właściciela Roberta Dobrzyckiego. 1,5 miliona euro, jakie Widzew zapłacił w czerwcu 2025 roku za 22-latka, wywołało szok. Bo Dobrzycki nie zamierzał się targować, po prostu zapłacił kwotę wykupu, jaką Fornalczyk miał w kontrakcie z Koroną Kielce.
Dzisiaj ta kwota nie robi już takiego wrażenia, bo potem ten rekord Widzew jeszcze kilka razy bił, także kupna piłkarza z PKO BP Ekstraklasy, bo przecież zimą Widzew zapłacił Legii za Steve'a Kapuadiego ponad 2 miliony euro.
"Fornaldo" szalał w Koronie i kadrze
Wróćmy jednak do Fornalczyka. - Szybkość, zwinność oraz dążenie do rozwoju - między innymi tymi cechami Mariusz zwrócił naszą uwagę. Obserwowaliśmy go pod kątem wzmocnienia na skrzydle, ale jest zawodnikiem na tyle uniwersalnym, że odnajdzie się również w środku pola. Liczę na to, że jego główną bronią będzie umiejętność dryblowania, co udowadniał wielokrotnie w spotkaniach ekstraklasowych. Cieszę się, że do Widzewa dołącza piłkarz młody, mający duże perspektywy na rozwój oraz wzmocnienie ofensywy drużyny - mówił wtedy Mindaugas Nikolicius, ówczesny dyrektor sportowy Widzewa. Wszystko się zgadzało. Fornalczyk miał za sobą udany sezon w Koronie, w której strzelił 4 gole i miał 4 asysty. Do łódzkiego klubu dołączył prosto z Mistrzostw Europy U-21. Nie byłoby awansu na nie, gdyby nie "Fornaldo". To on strzelił kluczowego gola w meczu z Niemcami, zresztą w Sercu Łodzi.
Kibice Widzewa witali go jak gwiazdę. I oklaskiwali podczas meczów, bo Fornalczyk rzeczywiście popisywał się efektownymi akcjami, dryblingami, pojedynkami jeden na jeden z rywalami. Nie wychodziły tylko strzały i ostatnie podania. Albo koledzy nie trafiali po dobrych zagraniach skrzydłowego. W każdym razie nie było liczb. Mimo to można śmiało napisać, że 22-latek stał się ulubieńcem kibiców. Tym bardziej że zawsze dawał z siebie wszystko.
Brak liczb zaczął jednak Fornalczykowi ciążyć. Tym bardziej że wtedy wciąż był najdroższym piłkarzem w historii Widzewa. Jesień skończył z jedną asystą w meczu z Bruk-Betem Termalicą. - Gdy z meczu na mecz nie pojawiały się żadne liczby, to faktycznie chciałem jakby jeszcze mocniej. W meczu z Bruk-Betem dałem wreszcie asystę i myślałem, że pójdzie już z górki, że te liczby się pojawią, ale niestety… Było trochę mojej nieskuteczności, trochę pecha, bo oddałem kilka dobrych strzałów, a to poprzeczka, a to bramkarz wybronił. Ale też nie do końca się z tym stwierdzeniem zgadzam, bo takie "chcenie za bardzo" przyszło dopiero z czasem. Na początku tego nie czułem - przyznał w rozmowie z Interią przeprowadzoną w zimowym okresie przygotowawczym. I dodał, że kwota, jaką Widzew za niego zapłacił, mu nie ciążyła, ale fakt, że nie mam liczb, w pewnym momencie już zaczął. Wspomniał, że współpracuje z psychologiem.
Mariusz Fornalczyk już nie jest potrzebny Widzewowi
Wiosną jest jednak... jeszcze gorzej. Fornalczyk zaczął ją na ławce. W dwóch meczach wszedł na boisko przed 60. minutą. Potem dwa razy był w jedenastce, ale zszedł przed końcem meczu. W meczu STS Pucharu Polski z GKS-em Katowice Igor Jovićević wpuścił go dopiero w 113. minucie. I kazał strzelać karnego, którego Fornalczyk zmarnował. Czyli nie potrafił trafić do bramki nawet z karnego!
Chorwat został zwolniony, a Aleksandar Vuković też posadził byłego reprezentanta polskiej młodzieżówki na ławce. Z Lechem Poznań wpuścił go na boisko w 62. minucie, a z Arką Gdynia w 81. W ostatnim spotkaniu - z Górnikiem Zabrze - Fornalczyk w ogóle nie podniósł się z ławki. Duży wpływ na to na pewno miała zmiana ustawienia drużyny, czego dokonał już Jovićević. A Vuković też gra z wahadłowymi zamiast skrzydłowych. Fornalczyk, Osman Bukari i Angel Baena, za których Widzew zapłacił przecież 7 milionów euro, są już niepotrzebni.
Na pewno ich ubywa, ale są kibice, którzy wciąż wierzą, że "Fornaldo" odpali i będzie grał przynajmniej tak, jak w młodzieżówce i Koronie. W Kielcach trenerem piłkarza był Jacek Zieliński. - Po prostu trener dawał mi dużo swobody, nawet jeśli miałem do wykonania zadania w defensywie. W pewnym momencie gra Korony zaczęła się opierać na mnie, sprawdzałem się w tej roli, i po prostu mnie to napędziło. W Widzewie wygląda to trochę inaczej. Musiałem zaadaptować się do nowego - wspominał Fornalczyk w Interii.
Damian Czyżak, prowadzący podcast Futbolownia zapytał teraz o to Zielińskiego. - Nie wyolbrzymiałbym tego, co z nim robiłem. Po prostu czuł się dobrze w tym środowisku, w szatni. Na pewno presja była mniejsza. A ja miałem do niego specyficzne podejście. Lubię niepokornych chłopaków, którzy mają w swojej grze coś, czego nie chciałem u nich zabić. To drybling, chęć pójścia w pojedymki jeden na jeden. Nawet, jak mu nie wychodziło, to dalej robił swoje i nigdy go przed tym nie przestrzegałem - stwierdził trener Korony. Wspomniał, że podobnym piłkarzem, jakiego prowadził, był w Cracovii Michał Rakoczy. - Też poświęcałem mu dużo uwagi. Miał ciąg na bramkę, wygrywał mecze. Też trzeba było podejść do niego specyficznie, ale jak czuł wsparcie, to zrobił swój najlepszy sezon w karierze - podsumował.
"Mariusz to specyficzny chłopak"
Zieliński dodał, że obaj piłkarze dobrze czuli się w środowisku, jakie dla nich w drużynie wytworzyli. - Mariusz to specyficzny chłopak, ale zespół rozumiał, że on jest nam w stanie dużo dać. Wycisnęliśmy to z niego.
Szkoleniowiec drużyny z Kielc przypomniał też, że mówił piłkarzowi, że trafi do zupełnie innego miejsca i środowiska. - Widzew to historia, klub z olbrzymimi tradycjami. Były tam mistrzostwa i puchary. Presja jest tam ogromna. Obawiałem się, czy Mariusz będzie w stanie tę presję dźwignąć. Jak będzie mu szło, to wszystko będzie pięknie, będą kwitły róże. Ale jak coś nie pójdzie, to będzie bardzo ciężko.
Zdaniem trenera Fornalczyk na pewno przeżywa to, że w Widzewie mu nie idzie. - Ale wciąż chce zrobić karierę, iść do przodu. Da sobie radę, potrzebuje tylko trochę spokoju. Teraz trochę sie uciszyło i wierzę, że przy trenerze Vukoviciu odżyje - zakończył Zieliński.
Żeby tak było, nowy trener Widzewa musi jednak wpuszczać Fornalczyka na boisko. Na razie się na to nie zapowiada, bo Serb zapowiedział, że w decydujących o utrzymaniu meczach postawi na stabilizację w składzie. 22-latek ma kontrakt do 2029 roku. Na tę chwilę bardziej prawdopodobne jest, że go nie wypełni, niż to, że zostanie ważną postacią drużyn z Łodzi.
Komentarze (0)