reklama

Za jeden celny strzał Widzew zapłacił 5,5 miliona euro

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Za jeden celny strzał Widzew zapłacił 5,5 miliona euro - Zdjęcie główne
Autor: widzew.com | Opis: Osman Bukari, Widzew Łódź

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Materiały partneraOsman Bukari ma być gwiazdą ligi. Jeśli się nią nie stanie, będzie to nasza porażka - twierdził Dariusz Adamczuk, pełnomocnik zarządu Widzewa ds. sportu. Za piłkarza z Ghany klub zapłacił rekordowe 5,5 milionów euro. W trzech ostatnich meczach Bukari nie zagrał ani minuty.
reklama

Po 25. meczach Widzew jest przedostatni w tabeli PKO BP Ekstraklasy. Przed nim jeszcze tylko dziewięć spotkań. To będą bitwy o utrzymanie w elicie. Spadek byłby dla klubu katastrofą. W dwóch ostatnich oknach transferowych Widzew wydał około 100 milionów złotych, najwięcej w historii polskiej ekstraklasy. Pobił kilka rekordów. Ten najbardziej spektakularny to 5,5 miliona euro zapłacone za Osmana Bukariego amerykańskiemu Austin FC. Transfer tego piłkarza za taką kwotę był szokiem dla środowiska.

- Osman Bukari jest piłkarzem mającym bardzo dużo jakości, która ma pomóc w osiągnięciu przez drużynę stawianych jej celów. Te się nie zmieniają - chcemy rywalizować z najlepszymi i z czasem na stałe walczyć o najlepsze miejsca w lidze i możliwość gry w Europie. Jego najważniejsze cechy to kreatywność, szybkość, stwarzanie przewagi w trzeciej strefie boiska - tego nam brakowało w rundzie jesiennej. Nie jest tajemnicą, że zawodnik z tego poziomu był obserwowany przez wiele klubów z całej Europy, w tym nas - powiedział Dariusz Adamczuk cytowany w oficjalnym komunikacie po ogłoszeniu transferu.

reklama

Osman Bukari miał być gwiazdą ligi

Sporo osób, w tym eksperci od MLS, powątpiewało, czy Widzew zrobił dobrze. 27-latek miał bowiem za sobą średnio udany okres. Dla drużyny z Austin rozegrał 50 meczów, w których zdobył sześć bramek oraz zanotował osiem asyst. W sezonie 2025 ligi jego dorobek to trzy bramki i pięć kluczowych podań. Takie statystyki nie rzucały na kolana, ale w Widzewie tłumaczyli to m.in. trudnościami, na jakie Bukari napotkał w Ameryce. Z powodów formalnych nie mogła mieszkać z nim tam żona. W Polsce to co innego. 

Warto przypomnieć, że Ghańczyk grał już wcześniej w Europie. W młodym wieku dołączył do Akademii Anderlechtu. Z niej szybko trafił do słowackiego AS Trencin. W trakcie dwóch sezonów rozegrał dla niego 66 meczów, zdobył 16 bramek i zaliczył 25 asyst, znalazł się również w najlepszej jedenastce ligi. Dobra dyspozycja zaowocowała transferem do belgijskiego Gentu, a później wypożyczeniem do francuskiego Nantes. Później były przenosiny do Serbii. Przez dwa lata zagrał dla Crveny w 78 spotkaniach, w których 25 razy trafił do siatki i 20-krotnie asystował przy golach kolegów. Jedną z bramek zdobył w starciu Ligi Mistrzów z Manchesterem City, a w fazie grupowej na listę strzelców wpisał się również w potyczce ze szwajcarskim Young Boys. Gola strzelił też na Mundialu w Katarze, pokonał bramkarza Portugalii. Brzmi nieźle.

reklama

Nic dziwnego, że - zważywszy na te osiągnięcia i kwotę transferu - oczekiwania były ogromne. W rozmowie z klubową telewizją Widzew TV Dariusz Adamczuk stwierdził m.in. - Bukari ma być gwiazdą ligi. Jeśli się nią nie stanie, będzie to nasza porażka. Oczywiście potrzebuje aklimatyzacji, choć grał już w Europie. My tego chłopaka znamy od 2019 roku, gdy był w Trenczynie.

I dodaje: – Gdyby strzelił 20 goli, nie byłby dostępny dla Widzewa nawet za 10 milionów. Nigdy byśmy nie ściągnęli zawodnika, który grałby tylko w MLS. Jego historia – Trenczyn, Gent, Nantes, Serbia, gra w Lidze Mistrzów – jest szersza. Pobyt w MLS nie był spełnieniem jego marzeń, ale wpływ na to miały kwestie rodzinne. Był sam, bez dwójki dzieci, to nie są łatwe sytuacje. Pasuje nam pod profil i to, co chce grać trener. Mieliśmy na skrzydłach problem z liczbami i właśnie nich od Bukariego oczekujemy. Jesteśmy pewni tego transferu.

reklama

Słabe statystyki rekordowego piłkarza Widzewa

Tyle zapowiedzi. Rzeczywistość jest jednak zgoła inna. Dla Adamczuka, który wziął odpowiedzialność za ten transfer i w ogóle dla klubu, fatalna. Bukari wystąpił w pięciu meczach: z Jagiellonią, GKS-em, Wisłą, Cracovią i Pogonią. Nie strzelił gola, nie miał asysty. Miał kilka dobrych momentów i zagrań, ale ogólnie grał słabo. Na pewno nie na miarę oczekiwań. Trudno było dostrzec cokolwiek, co wyróżniałoby go wśród innych piłkarzy, którzy byli na boisku. 

Spójrzmy na oficjalne statystyki Ekstraklasy. Ghańczyk oddał cztery strzały, z czego tylko jeden był celny. Bukari podawał 121 razy, z czego 26 do przodu. 91 tych podań było celnych. Miał 11 dośrodkowań, ale tylko 2 celne. Z 46 pojedynków wygrał 19. W powietrzu stoczył ich 8 i górą był w połowie z nich. Z 13 dryblingów udanych było 7. Nie są to liczby, którymi można się chwalić.

reklama

Najwyraźniej cierpliwość do piłkarza stracił Igor Jovićević, poprzedni trener Widzewa, który pracę stracił po odpadnięciu z STS Pucharu Polski po karnych z GKS-em Katowice. Chociaż spotkanie trwało 120 minut, to Chorwat nie wpuścił Bukariego nawet na minutę. A przecież do końca liczył na wygraną. 

Jovićevicia zmienił Aleksandar Vuković i w swoim debiucie - z Lechem Poznań - w ogóle nie wziął Ghańczyka do meczowej kadry. Bukari pod stadionem rozdawał kwiaty z okazji Dnia Kobiet. Serb tłumaczył, że postawił na piłkarzy, których dobrze znał. W kolejnych dniach miał jednak okazję lepiej przyjrzeć się umiejętnościom piłkarza, za którego Widzew zapłacił rekordowe pieniądze. I na mecz z Arką Gdynia Bukari był. Ale znów nie wszedł na boisko. W trzech ostatnich spotkaniach nie zagrał więc ani minuty.

Przed batalią o utrzymanie w lidze Vuković już zapowiedział, że postawi na stabilizację. - Gdybym co mecz zmieniał skład, to na nic nie starczyłoby mi czasu. Za późno na próby i testy - stwierdził trener Widzewa. To źle wróży rezerwowym, w tym Bukariemu. Na jego niekorzyść działa też fakt, że Vuko stawia na ustawienie z wahadłowymi, w którym nie ma miejsca dla typowych skrzydłowych. 27-latek mógłby też grać jako "dziewiątka", ale w Gdyni trener Widzewa wolał trzymać do końca słabego Sebastiana Bergiera, niż wpuścić Bukariego. To znaki, które trudno lekceważyć.

Jasne jest, że w tej chwili ten piłkarz nie jest Widzewowi potrzebny. A kontrakt ma do 2030 roku. Robert Dobrzycki, właściciel klubu, pytany o ogromne kwoty wydane na transfery, mówił, że chodzi o podniesienie jakości drużyny od razu. Udało się z Przemysławem Wiśniewskim i Emilem Kornvigiem, za których Widzew też zapłacił dużo pieniędzy. Z Bukarim wyszła wielka klapa.

reklama
reklama
Artykuł pochodzi z portalu https://lodzkisport.pl. Kliknij tutaj, aby tam przejść.
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo