Reklama

Reklama

Mała sunia cierpiała od dawna. Niestety, ta historia nie ma happy endu

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości Zgierz Nie udało się pomóc małej suni, która przybłąkała się na jedną z posesji w miejscowości Nowostawy Dolne. Na początku sądzono, że ktoś dla zabawy wsadził psu w odbyt petardę.

Reklama

Mimo że sunia trafiła w ręce osób, które zrobiły wszystko, aby uratować jej życie, ta historia nie ma happy endu. 

Po pogryzieniu nikt jej nie pomógł. Kiedy trafiła do Arkadii było już za późno 

Niewiele wiadomo o historii tego psiaka. Jak powiedziała nam Agnieszka Kacperska, prezes Towarzystwa Przyjaciół Zwierząt „Arkadia” w Głownie, czworonóg wystraszony hukiem petard, najprawdopodobniej uciekł z miejsca, w którym mieszkał i schował się na posesji u ludzi, którzy poinformowali ich o zdarzeniu. Zwierzę bardzo cierpiało i było przestraszone. Kiedy w Nowy Rok sunia trafiła do przytuliska w Głownie, pracujący tam ludzie, byli przerażeni. Na początku uważali, że ktoś dla zabawy włożył jej do odbytu petardę, ponieważ miała to miejsce oraz srom rozerwany.  

Wyła z bólu i była bardzo roztrzęsiona. Ból, jaki musiała odczuwać był niewyobrażalny!  Natychmiast trafiła do kliniki całodobowej, w której udzielono jej pomocy. Po wygoleniu i oczyszczeniu ran było widać, jak rozległe są obrażenia. Skóra wokół odbytu była poparzona. Przez rany widać było mięśnie, które również zostały spalone. Srom także został rozerwany. Do tego liczne mniejsze rany na ciele. Dawno nie widzieliśmy takiego bestialstwa!
 - informowało wówczas przytulisko. Agnieszka Kacperska przyznaje, że pierwszy weterynarz, do którego trafiła sunia, zalecił jej uśpienie. Jego zdaniem, tylko w ten sposób można było ulżyć jej cierpieniu. 
My jednak nie chcieliśmy się poddać, postanowiliśmy zawalczyć o jej życie. Pojechaliśmy więc do innej klinki
 - przyznaje pani prezes. Tam okazało się, że faktycznie, stan pieska jest krytyczny. Po konsultacji okazało się jednak, że rany powstały na skutek rozległych pogryzień przez innego psa, a nie petardy.  Z ran sączyła  się ropa oraz krew, zapach był bardzo intensywny, doszło do martwicy okolicznych tkanek. Sunia bardzo cierpiała i to pomimo najmocniejszych leków przeciwbólowych, jakie dostała. Zdaniem specjalistów, cierpiała od dawna, a dzięki temu, że wystraszyła się huku petard, udało jej się trafić na ludzi, którzy w końcu postanowili jej pomóc. Niestety, mimo najszczerszych chęci, nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem. We wtorek po południu została przewieziona do następnej kliniki. Lekarze po obejrzeniu ran i rozległości obrażeń wspólnie stwierdzili, że stan jest bardzo poważny. Sunia rozkładała się za życia.
Kał z niej wypływał, a martwica objęła skórę i mięśnie. Żeby usunąć martwe tkanki trzeba byłoby skazać ją na jeszcze większe cierpienie. Żadne środki przeciwbólowe nie działały. Istniało ogromne prawdopodobieństwo, że skutkiem operacji byłaby posocznica. Podczas badania była na najsilniejszych lekach przeciwbólowych, a mimo to wyła z bólu. Zgodnie z sugestią wszystkich lekarzy, którzy badali sunię, podjęliśmy decyzję o eutanazji. Walczymy do końca o każdą istotę, jednak żadne zwierzę nie zasługuje na odczuwanie takiego bólu, gdy rokowania są beznadziejne
 - przyznało z rozpaczą przytulisko. 

Pracowity Nowy Rok. Jak można wspomóc obrońców zwierząt? 

Prezes Arkadii  - Agnieszka Kacperska przyznaje, że to tylko jeden z tragicznych przypadków, który swój początek miał w Nowy Rok. Niestety, mimo wielu apeli, ludzie nadal ochoczo odpalają petardy, czym straszą zwierzęta, które nierzadko umierają. Tak było w przypadku młodego psiaka rasy Cone Corso. 
Nie wiadomo, czy ktoś rzucił w niego petardą, czy on sam chciał ją aportować, efekt był jednak taki, że psu rozerwało łapę. Pomimo szybkiej interwencji, nie udało się go uratować. Podczas intubacji doszło do powikłań, nic nie można było zrobić.
Jak się okazuje, tegoroczny pierwszy dzień roku był dla obrońców zwierząt szczególnie pracowity. Odbierali oni telefon za telefonem. Niektóre psiaki już trafiły do swoich domów, inne wciąż czekają. W przytulisku pozostaje wiele skrzywdzonych przez ludzi zwierząt. Pracownicy robią wszystko, aby na nowo nam zaufały i szukają im odpowiedzialnych rodzin. W prosty sposób i my możemy im pomóc. Jeżeli nie mamy warunków, aby adoptować psiaka ze schroniska, może ich wspomóc finansowo lub też kupić dobrej jakości karmę i im po prostu zawieźć. Szczegółowe informacje znajdziecie TUTAJ.
 

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

Najlepsze i unikalne treści ze Zgierza i okolicy

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy