Mieszkańcy pisali o trzech tygodniach
Sprawa dotyczy tablicy wyświetlającej kierowcom prędkość, z jaką poruszają się ul. Staffa. Według relacji mieszkańców w mediach społecznościowych urządzenie miało znajdować się na ziemi przez około trzy tygodnie. W tym czasie miało nawet zmieniać swoją lokalizację.
Jak wynika z opisywanych informacji, wyświetlacz miał zostać uszkodzony przez kierowcę, który wjechał w niego samochodem. Mieszkańcy zwracali uwagę, że mimo upływu czasu urządzenie nadal znajdowało się w pobliżu ulicy.
Sprawą zainteresował się radny Przemysław Jagielski. Jak napisał w mediach społecznościowych, po sygnale, który pojawił się w internecie, zorganizował odbiór wyświetlacza i dostarczył go do siedziby straży miejskiej.
„Ja po sygnale jaki się pojawił w necie ogarnąłem odbiór i dostawę do siedziby SM w 20 minut”
- przekazał radny na Facebooku.
fot. Przemysław Jagielski
Straż miejska: wyświetlacz leżał trzy dni
Straż Miejska w Zgierzu przedstawia jednak inną chronologię wydarzeń. Komendant Dariusz Bereżewski przekazał, że wyświetlacz leżał przez trzy dni, 6 sierpnia urząd miasta został poinformowany przez straż miejską o sytuacji, a z informacji przekazanych przez komendanta wynika również, że tablica trafiła do straży miejskiej wczoraj.
To istotna różnica względem informacji pojawiających się w mediach społecznościowych, według których urządzenie miało leżeć przy ulicy przez około trzy tygodnie.
Radny pyta, czy takie urządzenia są potrzebne
Przemysław Jagielski zwrócił także uwagę na szerszy problem związany z wyświetlaczami prędkości. W swoim wpisie zaznaczył, że sam nie jest entuzjastą tego typu urządzeń i zapytał mieszkańców, czy ich zdaniem mają one sens.
„Jakie jest Wasze zdanie? Mają one sens? Warto wydawać środki publiczne na ich montaż i utrzymanie? Czy powinien wrócić na swoje miejsce?”
- zapytał radny Jagielski na Facebooku.
Na razie nie wiadomo, jaki będzie dalszy los urządzenia przy ul. Staffa.
Komentarze (0)